Kraina uczciwości 


Z uczciwością bywa różnie. 

Są ludzie, którzy kradną, jeżdżą na gapę środkami komunikacji miejskiej, i kłamią przy każdej nadarzającej się okazji, a nie ponoszą żadnych tego konsekwencji. Są tacy, którym raz zdarzy się zapomnieć kupić biletu, albo skłamią raz i zaraz dopadnie ich Ręka Sprawiedliwości. Są i tacy, którym oszustwo nawet przez myśl nie przejdzie, i to oni padają ofiarami oszustów, a jeśli zdarzy im się jakieś przewinienie, to albo dzieje się to przypadkiem, albo zostają przez kogoś – kolokwialnie mówiąc – wrobieni. 

Do tej pory chyba nikt mi niczego nie ukradł (jeśli nie liczyć spektakularnego włamania do mieszkania i strat z nim zwiazanych, kiedy byłam dzieckiem). Ale ilekroć coś zgubiłam, ta rzecz w cudowny sposób do mnie wracała. A to uczciwy znalazca oddał, albo sama znalazłam zagubioną rzecz, kierowana bardzo silnym przeczuciem, że ją odzyskam. Albo też rzecz gubiła mi się kilkakrotnie i to tak, że już się z nią pożegnałam i pogodziłam ze stratą, po czym ujawniała się sama w najmniej oczekiwanych okolicznościach i miejscach. Mówiąc na marginesie, ta ostatnia rzecz przynosi mi pecha i ten pech wraz z nią ciągnęły się za mną, dlatego schowałam ją w mysią dziurę i niech sobie weźmie tego swojego pecha 😉
Historia, którą opowiem, wydarzyła się naprawdę i pozostawiam ją pod ocenę Waszym sumieniom. 
Długi, męczący, ponury i deszczowy dzień. Zgoniona matka i zmęczone po szkole dziecko weszli po drodze do małego sklepu. Zrobili drobne zakupy, podczas których dziecko strąciło z półki małą butelkę wody. Mama poprosiła, żeby odlożyło ją na miejsce. Po odejściu od kasy i wyjściu ze sklepu okazało się, że strącona woda nie wróciła na półkę, tylko „wyszła” razem z nimi bez skasowania w rączkach dziecka. Nie było już czasu wracać. Dziecku bardzo chciało się pić i to pewnie dlatego nie odlożyło wody, jak prosiła matka. I co w takiej sytuacji? Większość ludzi pewnie zignorowałaby to myśląc, że sklep nie zubożeje od straty nie całych dwóch złotych. A co zrobiła matka? Otóż następnego dnia wróciła do sklepu, opowiedziała o zdarzeniu, przeprosiła, po czym zapłaciła za wodę, która „nielegalnie” opuściła sklep. A wiecie, co usłyszała od pani kasjerki? Że to się zdarza niezmiernie rzadko, żeby ktoś postąpił tak uczciwie i lojalnie, i że bardzo, bardzo dziękuje. Mogła dostać burę, mogła zostać nazwana złodziejką, a spotkała się ze zrozumieniem ze strony Pani ze sklepu (gdyż, jak sama Pani stwierdziła „no bo dziecku chciało się pić”) i poczuła się ta matka jak jakaś bohaterka, jakby dokonała jakiegoś heroicznego czynu. 

Czy naprawa niezamierzonego czynu to bohaterstwo? 

Reklamy

Kamyki mocy


Siedziałam na ławce na placu zabaw, który wysypany jest żwirkiem i małymi kamyczkami. Lubię kamyczki, lubię je malować albo zwyczajnie zbierać, dopatruję się w nich zawsze ciekswych kształtów, więc odruchowo wpatrywałam się w nie. Wpadł mi w oko taki mały, owalny. Podniosłam. Przypomniały mi się kamyki mocy (to osobna historia, ale w skrócie chodzi o coś w rodzaju talizmanu). Pomyślałam sobie wtedy o Listku, że jak znajdę drugi fajny kamyk, to dam Mu go na szczęście, jako taki właśnie kamyczek mocy. Długo nie musiałam szukać, bo dosłownie pół metra od tego pierwszego leżał drugi, o prawie identycznym kształcie. Podniosłam oba zadowolona, że mi sie tak pofarciło i znalazłam dwa jajowate kamulce. Oba bez oglądania zamknęłam w dłoni i chwilę je tak trzymałam. I kiedy już zajrzałam do nich okazało się, że ten zauważony jako drugi… ma na sobie plamkę w kształcie serduszka! ❤

PS. Teraz daje moc Listkowi 🙂

Listek


Czasami z pozoru przypadkowy splot kilku zdarzeń owocuje czymś nieoczekiwanym. Każda decyzja i każdy czyn daje o sobie znać w przyszłości. Obojetnie, o czym zdecydujemy i co zrobimy, obojetnie, czy postąpimy dobrze czy źle, efekt prędzej czy pozniej do nas wróci. Ważne, żeby to dostrzec, wyciągnąć naukę, docenić i pielęgnować.

W moim przypadku mogę odnieść to do wielu decyzji i związanych z nimi uczynków. Ale dziś opowiem tylko o jednym, drobnym geście, który wrócił do mnie z niespodziewaną mocą.

Jako 17-latka nie miałam typowych dla tego wieku zainteresowań, emocjonalnie i intelektualnie byłam na wyższym levelu niż rówieśnicy, a przy tym niebywale nieśmiała. Trudno było mi więc znaleźć odpowiedniego rozmówcę w moim wieku, jednak ze starszymi łatwo nawiązywałam nić porozumienia.

Jedną z takich wyjątkowych osób, z którą świetnie się rozumiałam, był starszy o pięć lat kolega mojego ojca z pracy. Oprócz wielu wspólnych tematów do wyjątkowych rozmów, miałam do Niego wielką słabość, o czym On oczywiście nie miał zielonego pojęcia. Wiadomym było, że jako skryta nastolatka, onieśmielona dodatkowo powagą wieku mojego Obiektu Westchnień, nie mogłam tak po prostu wyznać swoich uczuć. Podarowałam Mu więc listek. Taki zwykły, zerwany z pobliskiego ligustra z zaznaczeniem, że jest to bardzo ważny listek i poprosiłam, by nosił go w portfelu.

Za jakis czas podczas „kontroli” okazało się, że symbol moich uczuć został wyrzucony. Widać nie uznał go za coś ważnego… To było jedno z naszych ostatnich kawowo-rozmowowych spotkań. Smutna i rozczarowana dałam sobie spokój, mając żal gdzieś w kąciku serca.

Przez późniejsze lata stał się dla mnie jeszcze bardziej nieosiągalny, doszła mnie bowiem wieść, że się ożenił. W moim życiu również nastąpiło wiele, wydawałoby się nieodwracalnych, zmian. Sprawa była ostatecznie stracona i uznać można było, że młodzieńcze zauroczenie należy pozostawić i zamknąć w pamiętniku nastolatki.

Kilka lat temu, kiedy facebook zaczął przeżywać swój rozkwit, odnaleźliśmy się (no dobra, ja Go odnalazłam 😉 ) i tkwiliśmy we wzajemnym milczeniu na liście znajomych. Fakt, że nie odezwał się ani słowem również dał mi (według mnie bardzo jasny) komunikat, że jestem tylko kontaktem na fb.

Niedawno portal ten poinformował mnie o Jego urodzinach. Zrobił to po raz pierwszy odkąd jesteśmy tam znajomymi. Poczułam impuls i napisałam zwyczajnie i – trzeba przyznać mało oryginalnie – „wszystkiego najlepszego” w prywatnej wiadomości, bez nadziei, że w ogóle to zauważy. Tymczasem podziękował i kontynuowaliśmy rozmowę. Po krótkiej wymianie zdań, od słowa do słowa, powrócił temat naszego listka. Nareszcie, po tylu latach, mogłam powiedzieć o żalu, jaki miałam o to, że wyrzucił z portfela symbol moich uczuć. Rozmawialiśmy jeszcze długo, mogąc się wreszcie słyszeć. Powróciła od razu ta nasza dawna niepowtarzalna nić porozumienia… Jakby wcale nie było tej wieloletniej przerwy.

Stało się coś niesamowitego! Minęło pół mojego życia (dokładnie pół, 17 lat), żebym mogła dowiedzieć się, że wtedy On odwzajemniał to zauroczenie, a listka nie wziął poważnie, bo nie miał pojęcia, że dla mnie miało to tak duże znaczenie. Dlaczego nic o tym nie wiedziałam? Nie mogłam wiedzieć, skoro nie dostałam żadnego znaku z Jego strony.

Teraz listek stał się najważniejszym symbolem, motywem przewodnim i naszym łącznikiem w odnowionej relacji. Każde z nas ma w sobie niezwykłą moc i ta moc, to uczucie, może być kompletne i stanowić całość tylko wtedy, kiedy te moce się połączą. My jesteśmy Dwiema Połówkami, które się odnalazły mimo wszystko i stanowią nierozerwalną całość. Jak Ying i Yang . I teraz już wszystko będzie dobrze.

Dziękuję, że jesteś, Listeczku 😘🍃

Małe cudowne rzeczy 


Uwielbiam to, co mi się ostatnio przydarza. To jest cudowne i wspaniałe! I nie chodzi mi o jakieś wielkie rzeczy, ale raczej o takie malutkie, ważne dla mnie, a niezauważalne dla innych. A każda z tych rzeczy nadaje się na osobną historyjkę. Chyba je tu opiszę 🙂


Kiedy już powoli cichną podsumowania i bilanse starego roku, zjawiam się ja, by w tym nowym roku życzyć Wam spełnienia tego, o czym myślicie i czego pragniecie, pod warunkiem, że to marzenia dobre. 

Rozchmurzcie się 🙂

Pogotowie krawieckie


Spojrzałam rano na moją piżamkę. Odpoczywała sobie spokojnie na wieszaczku oświetlona jasnością poranka. W tym świetle ze zgrozą zauważyłam, że jest ona blada, w złym stanie, jej materiał jest już tak cienki, że aż przezroczysty. To nagły wypadek! Czy jest coś takiego, jak pogotowie krawieckie? Piżamka potrzebuje reanimacji! Przeszycia, podszycia, zaszycia… Szwy nie muszą być rozpuszczalne… Czy ona będzie żyć?
Że też nikt jeszcze takiego pogotowia nie wymyślił…

chmoorka

Marzec 26, 2016


Wiosny za oknem i w sercach, nadziei i miłości, niech dopisuje Wam zdrowie (mokrego Dyngusa życzę opcjonalnie, jeśli ktoś lubi, bo ja nie cierpię polewania).  Radosnej Wielkanocy, Kochani!